Inwestor wiedział, że czas na zmiany. Nie miał jednak ani planu, ani projektu, ani pojęcia, od czego zacząć. Mimo to powstał obiekt, dokładnie przygotowany dla procesu produkcji.
W centrum Pabianic, w zabytkowym budynku o kilku kondygnacjach, przez lata działała szwalnia produkująca odzież na potrzeby klientów z całej Polski. Jednak sukces firmy zaczął przerastać możliwości budynku. Wąskie ciągi komunikacyjne w budynku wielokondygnacyjnym i ograniczona przestrzeń skutecznie spowalniały produkcję. Inwestor stanął przed decyzją: albo utknąć w przeszłości, albo ruszyć z firmą naprzód.
Zdecydował się na budowę nowego zakładu produkcyjnego od podstaw — w Ksawerowie, na terenie strefy przemysłowej. Plan był prosty: przenieść dotychczasowe procesy do nowej, ergonomicznej przestrzeni. Ale jak to zwykle bywa, brakowało nie tylko konkretnego projektu, ale nawet punktu wyjścia.
Zadzwonił więc do nas. Bez rysunków. Bez koncepcji. Bez liczby metrów kwadratowych, która „musi się zmieścić”. Miał tylko jedno zdanie: „Potrzebuję hali, która pomoże mi się rozwijać, a nie tylko przetrwać”. I od tego zdania wszystko się zaczęło. Tak rozpoczęliśmy współpracę w formule zaprojektuj i wybuduj.
Zaczęło się dość standardowo: „Chcemy halę”. Potem niedopasowane do potrzeb pomysły: za duże biura, za małe zaplecze socjalne, a pomiędzy długi korytarz, który zabierał cenną przestrzeń użytkową.
Zamiast od razu rysować bryłę, zaczęliśmy od poznania tego, co realnie dzieje się w firmie. Pojechaliśmy do starego zakładu, porozmawialiśmy z technologiem, obejrzeliśmy maszyny, zbadaliśmy ciągi produkcyjne. Dzięki temu wiedzieliśmy, ile miejsca i jakich instalacji potrzebują konkretne urządzenia. A przede wszystkim: jak wygląda naturalny rytm pracy szwalni, dziewiarni i farbiarni.
Dopiero potem zabraliśmy się za projekt i od razu widać było różnicę. Układ hali zaproponowaliśmy sami, tak by odpowiadał logicznej kolejności procesu: od przyjęcia surowców, przez krojenie i szycie, aż po pakowanie i wysyłkę. Bez ślepych zaułków, bez przypadkowych pomysłów, bez kombinowania na siłę.
Większość inwestorów w branży tekstylnej nie zna przepisów budowlanych i nie musi ich znać. My przejęliśmy całość odpowiedzialności za część formalną: od warunków technicznych i dokumentacji projektowej, po uzgodnienia ppoż., BHP, sanitarne i zgodność z prawem budowlanym.
Inwestor miał jeden priorytet: rozwijać firmę. Nie musiał chodzić po urzędach, sprawdzać przepisów, ani martwić się o to, czy jego projekt nie utknie w papierach. Zajął się swoją pracą. Resztą zajęliśmy się my.
Wiele przepisów i wymagań prawnych było dla inwestorów zaskoczeniem. Nasi inżynierowie są przygotowani na współpracę opartą o dialog polegający na edukacji i tłumaczeniu poszczególnych zagadnień. W pracy na co dzień zawsze są dostępni, by wesprzeć zleceniodawców wiedzą i doświadczeniem.
Część biurowa miała być „po prostu poprawna”. Ale u nas nie ma „po prostu”. Zaprojektowaliśmy układ funkcjonalny, który nie tylko zapewnia pracownikom komfort, ale też robi dobre wrażenie przy wejściu.
Zastosowaliśmy model pośredni. Z jednej strony to ergonomiczna przestrzeń pracy, z jasno wydzielonymi strefami (zarząd, księgowość, recepcja, socjal). Z drugiej strony – spójna estetycznie elewacja i wejście, które naturalnie korespondują z sąsiednim obiektem i tworzą harmonijną całość.
Nie projektowaliśmy pałacu, nie chcieliśmy też proponować smutnej puszki. Biuro miało być mądre, nowoczesne i użyteczne – dokładnie takie, jak cała inwestycja. Staraliśmy się maksymalnie zrealizować pomysł inwestora na tę przestrzeń.
Inwestor zyskał realne narzędzie rozwoju: obiekt, który nie tylko spełnia bieżące potrzeby, ale jest gotowy na przyszłość. Możliwa jest rozbudowa parku maszynowego, zwiększenie wolumenu produkcji i łatwiejsze zarządzanie logistyką wewnętrzną. Wszystko to bez kompromisów funkcjonalnych i bez marnowania budżetu.
Ten projekt pokazał, jak dużo można zyskać, gdy projektant zadaje pytania, a nie tylko „rysuje, co mu każą”. Gdy słucha, zanim zaproponuje. Gdy analizuje proces, zanim postawi ścianę. Takie podejście zmniejsza liczbę błędów, skraca czas inwestycji i minimalizuje koszty poprawek. Wszystko od początku ma sens.
Dzięki temu, że od początku pracowaliśmy na danych z produkcji, a nie na domysłach, projekt nie zmieniał się w trakcie uzgodnień. Nie było nerwów. Nie było niespodzianek. Było partnerstwo, decyzje oparte na wiedzy i pełna kontrola nad budżetem.
Dziś inwestor działa na swoim, zgodnie z planem i bez przeszkód. Co najważniejsze – wie, że nowa hala była nie tylko potrzebą, ale też najlepszą decyzją biznesową.
Nie masz jeszcze projektu? Doskonale. To znaczy, że możemy go razem stworzyć tak, by był naprawdę dopasowany do Twoich potrzeb. Wybierz formułę zaprojektuj i wybuduj, tak jak właściciel ZELTEX. Skontaktuj się z nami zanim wydasz pieniądze na przypadkową koncepcję. Pomożemy Ci przełożyć proces na przestrzeń i zbudować halę, która naprawdę działa.
Jeśli masz pytania dotyczące budowy hali przemysłowej, skontaktuj się z nami.
KONTAKT1 milion złotych. Taka była różnica między ofertą na realizację projektu hali z naszymi optymalizacjami, a inną ofertą na ten sam budynek według pierwotnych założeń. Wprowadzone przez nas zmiany „odchudziły” cały obiekt o 15 ton, bez jakichkolwiek strat na jakości, czy funkcjonalności dla inwestora.
Nie ma większego komplementu dla generalnego wykonawcy niż sytuacja, w której inna firma budowlana powierza mu swoją inwestycję. Zwłaszcza taka, która teoretycznie mogłaby zrealizować ją sama. W praktyce, nawet inżynierowie z zapleczem wolą zaufać partnerowi, który specjalizuje się w budowie hal przemysłowych. Tak było w przypadku KEMY – firmy zajmującej się robotami drogowymi i torowymi.
Żagań
4300 m2
Łódź
700 m2